Przed 2020 rokiem myślałem o instytucjach kultury w kategoriach weekendowych wydarzeń. Spektakl, koncert, wystawa – to były rzeczy, na które szło się po godzinach, dla przyjemności. Kiedy jednak przyszła pandemia i mój sklep z narzędziami stanął w obliczu zamknięcia, perspektywa zmieniła się radykalnie. Wtedy odkryłem, że lokalne centrum kultury może być czymś znacznie więcej. Stało się partnerem w walce o przetrwanie i, o dziwo, otworzyło nowe możliwości. Ta historia nie jest o moim genialnym pomyśle. Jest o gotowości do współpracy, której źródłem okazał się serwis Mgok Janikowo.
Zamknięty sklep, otwarty problem: co robić z klientami?
Większość moich klientów to byli majsterkowicze z okolicy, często starsi panowie. Z dnia na dzień straciliśmy miejsce spotkań i rozmów przy półkach. Telefon w sklepie milczał. Zamówienia online? Dla wielu z nich to było zbyt skomplikowane. Czułem, że tracimy nie tylko sprzedaż, ale też to, co budowało firmę przez lata – bezpośredni kontakt i zaufanie. Wysyłanie maili z ofertą wydawało się bezcelowe. Potrzebowałem kanału, który dotrze do nich w znany sposób, ale w nowej rzeczywistości.
Nieoczekiwana propozycja ze strony domu kultury
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie osoba z Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury. Prowadzili wtedy akcję wspierania lokalnych przedsiębiorców. Nie chodziło o dotację. Zaproponowali zupełnie inną rzecz: wspólne warsztaty online. Ich pomysł był prosty. Mają doświadczenie w organizacji wydarzeń i promocji, mają stałych bywalców swoich stron internetowych i mediów społecznościowych, wśród których są właśnie moi klienci. Ja mam wiedzę fachową. Dlaczego by tego nie połączyć?
Zgodziłem się, choć sceptycznie. Pierwsza seria spotkań online nosiła tytuł „Naprawiamy w domu”. Pokazywałem w nich proste rzeczy: jak wymienić uszczelkę w kranie, jak zabezpieczyć drewniany płot na wiosnę, jak dobrać odpowiedni świder. MGOK zapewnił techniczną stronę transmisji, prowadził zapisy i promocję. Ku mojemu zdziwieniu, na pierwsze spotkanie zapisało się kilkadziesiąt osób. Nagle mój sklep, choć zamknięty, znów był tematem rozmów.
- Stałem się widoczny dla nowej grupy: rodzin, które nagle musiały wszystko naprawiać same.
- Odzyskałem kontakt ze stałymi klientami, którzy chętnie zadawali pytania na czacie.
- Warsztaty nagrywaliśmy, więc mogłem później odsyłać do nich klientów z konkretnymi problemami.
Od warsztatów do nowego modelu współpracy
Skutki tej współpracy były materialne. Po każdych warsztatach dostawałem falę zamówień online, często z dopiskiem „widziałem Pana na filmie”. Klienci czuli, że kupują od kogoś, kogo znają. Ale ważniejsza była zmiana mentalna. Zrozumiałem, że dom kultury to nie tylko scena. To centrum umiejętności i platforma komunikacji z lokalną społecznością. Zaczęliśmy myśleć o kolejnych krokach.
Gdy obostrzenia zelżały, zorganizowaliśmy pierwsze plenerowe „Śniadanie z majsterkowaniem” na placu przy MGOK. To oni zapewnili infrastrukturę, nagłośnienie, zabezpieczenie. Ja przygotowałem stoiska z narzędziami do testowania i kilka stanowisk do samodzielnego montażu prostych półek. Ludzie przyszli całymi rodzinami. Była kawa, ciasto od lokalnej piekarni i mnóstwo pytań. Tego dnia nie sprzedałem może dużo, ale zbudowałem więcej dobrej woli niż przez rok standardowej reklamy.
Czego nauczyła mnie ta współpraca jako przedsiębiorcy
Patrząc wstecz, pandemia wymusiła szukanie sojuszy tam, gdzie wcześniej ich nie widziałem. Lokalna instytucja kultury okazała się idealnym partnerem, bo dysponuje tym, czego często brakuje małej firmie: zaufaniem społeczności, zdolnością do opowiadania historii i infrastrukturą do spotkań. Nie musiałem płacić za drogie kampanie reklamowe. Wystarczyło, że połączyliśmy nasze zasoby.
- Wartość niematerialna: zaufanie i społeczna pozycja domu kultury dają wiarygodność każdej wspólnej inicjatywie.
- Wspólna publiczność: oni dotarli do seniorów i rodzin, ja do swoich klientów. Wymiana ta poszerzyła horyzonty obu stron.
- Długofalowy efekt: współpraca nie skończyła się z pandemią. Teraz raz do kwartału organizujemy punkt konsultacyjny „Zapytaj majstra” przy okazji większych wydarzeń w ośrodku.
Dziś moja firma działa normalnie. Ale sposób myślenia o kliencie i społeczności już nigdy nie będzie taki sam. Zamiast widzieć w lokalnej kulturze tylko rywalizujące o czas klienta wydarzenie, zacząłem w niej widzieć platformę. Miejsce, gdzie moja praktyczna wiedza spotyka się z ich umiejętnością gromadzenia ludzi i opowiadania. To nie była jednorazowa akcja marketingowa. To było zbudowanie relacji, która daje korzyści dług po tym, jak kamery zostały wyłączone.